Wśród wszystkich kapustnych „królewskie" miejsce należy się kapuście. Nie tylko dlatego, że — jak wiadomo — we Francji chłopców znajduje się w kapuście, a dziewczynki w płatkach róż, i nie tylko dlatego, że kapusta bywa z jarzyn najpopularniejsza, ale dlatego, że jest najzdrowsza.
Można by rzec, że jest bezcennym warzywem, gdyby była łatwiej strawna. Gdyby tak nie fermentowała w żołądku, powodując wzdęcia i gazy. Dlatego trzeba z nią ostrożnie, szczególnie gdy chodzi o osoby z wrażliwym przewodem pokarmowym, chorych na serce, niektórych wątrobiarzy, a także o tzw. tarczycowców, jako że wszystkie warzywa należące do krzyżowych mają właściwości wolotwórcze. Jedne mniejsze, inne większe (kapusta te „mniejsze").
Kapusta surowa i kiszona jest dużo strawniejsza od kapusty gotowanej (szczególnie z tłuszczem, tłustych bigosów itp.). Są na przykład „wątrobiarze", którzy nie mogą jadać kapusty gotowanej, ale miska kiszonki im nie szkodzi.
Najstarsza z legend kapuścianych opowiada, że główki kapusty powstały z łez Likurga, którego Bacchus, bóg wina i... picia przywiązał do pnia winorośli za to, że po pijanemu „narozrabiał" mu w winnicy. Czyli... już wówczas wiązano pijaństwo z kapustą; że sok z kiszonej kapusty świetnie leczy kaca — dowiedli naukowo badacze niemieccy. Medycyna ludowa i „szlachecka", nie tylko u nas, dobrze o tym od wieków wiedziała. Przecież starożytni Rzymianie już przed ucztą pogryzali liście kapusty, a między posiłkami jadali po troszku — dla lepszego trawienia i większych możliwości obżarstwa — kapustę gotowaną. Tylko starożytni Grecy kapustą gardzili.
Kolejne strony:
1 |
2 |
3